Zakładki

BIP

 

Maria Pałkus

Dzień Urodzin

(scenariusz przedstawienia)

SCENA I

Salon w mieszkaniu Jachowiczów w Warszawie. Z boku biurko, na środku stolik i krzesła, z drugiej strony kanapa i bujany fotel. Na ścianie portrety rodziców Stanisława, obrazy Antoniny, wielka ręcznie robiona mapa Europy z połowy XIX w. Wchodzi Antonina w porannym stroju, w papilotach. W ręku trzyma list. Staje na środku, czyta, przegląda, marszczy czoło.

Antonina (do siebie)

Kochany Kraszewski! Jak zawsze dwoi się i troi, żeby popularyzować książki Stasia. Trzeba mu podziękować. Siada przy biurku, pisze. „Drogi Panie Józefie! Dziękujemy Panu za pamięć i starania wszelakie, by książki Stasia dotarły pod strzechy. Mąż odebrał z najwyższą wdzięcznością złotych 180 za przesłane książki, ale przykro mu, że pieniądze zostały nadesłane przed rozejściem się ich. Staś, niestety, wciąż niezdrów, a pieniądze bardzo w czasie choroby potrzebne. Jeśli miałby Pan jakieś zyski, prosimy o niezwłoczne przesłanie ich. Z góry dziękujemy i polecamy Pana Bożej Opatrzności, Antonina Jachowiczowa.” Jeszcze trzeba by napisać do Wilna do Odyńca, do Friedleina do Krakowa. Ciekawe, czy imć Dutkiewicz w Galicji coś sprzedał. I Noskowski w Kielcach, i Wolf w Petersburgu. Jak to dobrze, że mamy tylu przyjaciół… Szkoda tylko, że zyski nie napływają ani regularnie, ani obficie… Ale Bóg nie opuści nas przecież. „Ojcze nasz, któryś jest w niebiesiech…” Ściąga papiloty i czesze się przy lustrze.

 

SCENA II

Słychać pukanie.

Antonina

Proszę. Wchodzi doktor Tytus Chałubiński z podręczną torbą lekarską. Podchodzi do gospodyni, całuje ją w rękę.

Chałubiński

Dzień dobry!

Antonina

Witam, witam ciepło, kochanego doktora! Jak to dobrze, że pan przyszedł z samego rana. Staś źle spał w nocy. Skarżył się na ból nóg.

Chałubiński

Pogoda się zmienia, to i bole się nasilają, ale dziś ciepło i słonecznie będzie, to i samopoczucie się poprawi. Wzywany byłem do chorego, który mieszka w pobliżu i przechodząc przez Ogród Saski, pomyślałem, że zajrzę do was. A pan Stanisław bardzo narzeka?

Antonina

Jak czasem. Są dni, że martwi się nieustannie o jutro, o przyszłość. To, że chodzić nie może, bardzo go przybija. Bardziej niż to, że na oczy nie widzi. Ale są i takie dni, kiedy na wszystko spogląda przez szkło powiększające.

Chałubiński Zawsze był bardzo pogodny i pełen optymizmu.

Antonina

I aktywny. W domu go trudno było zastać, a teraz dom jak więzienia dla niego.Choć narzekać nie można na brak towarzystwa, bo ciągle ktoś go odwiedza. I przyjaciele, i wychowankowie, i uczniowie, i potrzebujący…

Chałubiński

Potrzebujący?

Antonina

Nie dalej jak wczoraj zapukał jakiś stolarz z Solca i prosił o widzenie z kochanym panem Jachowiczem. I nie odszedł, dopóki Staś go nie przyjął. Prosił, by ten poradził mu, jak utracone zaufanie przełożonego odzyskać.

Chałubiński

A pan Stanisław co na to?

Antonina (ze śmiechem)

A list mi kazał pisać do znajomego rzemieślnika, co zakład stolarski prowadzi i poręczył za huncwota.

Chałubiński

Opowiadał mi kiedyś Janicki, że zgłosił się do niego kiedyś jakiś cyrulik z prośbą o adres Jachowicza, przebywającego właśnie na letnisku w Rudzie, ponieważ szukał pracy i chciał go prosić o poparcie. Janicki nie chciał przygodnemu petentowi zdradzać miejsca pobytu swego przyjaciela, więc sam napisał do jednego z członków Rady Lekarskiej, zaznaczając tylko, że zwraca się do niego w imieniu Jachowicza.

Antonina

I co?

Chałubiński

I cyrulik pracę otrzymał.

Antonina

Zawsze każdego potrzebującego wspierał, życzliwie wysłuchał, pomagał, to i teraz ludzie garną się do niego. Choć biedak dziś on i pomocy bardziej od niejednego potrzebuje. Wciąż jednak użyteczny stara się być bardzo, zwłaszcza dla ludzi ubogich.

Chałubiński

Mówił mi onegdaj Skimbowicz, że pan Stanisław, ten osobliwy kolporter, nierzadko rozdawał książki darmo, rezygnując z dochodów. Dostawały je ubogie dzieci, o których wiedział, że ich rodziców nie stać na kupno książek. Ale otrzymywali je i ubodzy, którzy je potem sprzedawali. Znałem nawet pewną niewiastę, która utrzymywała się ze sprzedaży książek Jachowicza od niego otrzymywanych.

Antonina

Gdy ktoś mu zwróci uwagę, żeby więcej o sobie pamiętał i choćby na krótko o dobroczynności zapomniał, odpowiada: „Mnie znają i nie dadzą umrzeć z głodu, a ten biedak nie ma chleba.” A wie pan, co jest jego ostatnim i najgorętszym życzeniem?

Chałubiński

Niech zgadnę. Chce rozpocząć zbiórkę na fundusz budowy jeszcze jednego domu mieszkalnego dla kalek i biednych staruszek?

Antonina

Zgadł pan! Ale to tylko mrzonki, które jednak trzymają go przy życiu. Nie jest w stanie unieść już takiego ciężaru. Zamyśla się.Oj, różnie to bywało podczas zbierania funduszy na cele dobroczynne.

Chałubiński

Pamiętam, jak przed laty powtarzano sobie w Warszawie wyborną anegdotę, jak to próbowano upić kochanego pana Stanisława. Traf chciał, że onegdaj zabrnął on w jakąś hulaszczą kompanię, która zoczywszy, kogo ma wśród siebie, postanowiła to spotkanie dla zabawienia się wykorzystać.

Antonina(z ożywieniem)

„Musimy upić naszego Ezopa!” – rzucił pomysł ktoś z podpitego towarzystwa.

Chałubiński

Jachowicz, chcąc się ratować z opresji, dyskretnie ku drzwiom się skradać zaczął.

Antonina

Lecz znalazł je zamknięte!

Chałubiński

Nie miał więc innego wyjścia, jak zasiąść za stołem w kompanii nieźle już podchmielonych biesiadników.

Antonina

„Dobra – powiedział Staś – pijemy razem do ostatniej kropelki, ale pod warunkiem, że drugie tyle, co przepijemy, złożycie dla moich sierot.”

Chałubiński

Biesiadnicy się nieopatrznie zgodzili. Przekonani byli bowiem, że szanowny filantrop wkrótce nie będzie wiedział, co się z nim dzieje. Butelek przybywało, a poważny i wstrzemięźliwy zazwyczaj Jachowicz, cieszący się w Warszawie opinią chodzącej cnoty, w niczym nie ustępował najtęższym pijakom. Podwojono ilość butelek. Nic nie pomogło!

Antonina (ze śmiechem)

Tak! Pamiętam jak dziś! Staś co prawda przetrzymał wszystkich – najprzytomniejszy na świecie. A na koniec ściągnął haracz. A zarobił na tym pijackim wieczorze prawie 50 rubli! Ale co się działo nazajutrz, to tylko ja wiem…

Chałubiński

No, ale cóż znaczyły te niedogodności wobec pół setki rubli na potrzeby sierot!

Antonina (kiwając głową)

Tak, tak! Ależ nam dzisiaj na wspominki się zebrało, ale i dzień ku temu jest odpowiedni, wszak to dzień szczególny, Stasia urodziny świętujemy, sześćdziesiąte pierwsze.

Chałubiński

A to spieszę jubilatowi życzenia złożyć!

Antonina

Znajdzie go kochany pan doktor w gabinecie.

Doktor wychodzi.

 

SCENA III

Antonina wraca do listów.

Antonina

Do kogo to jeszcze mam napisać list? A prawda, do mojej drogiej przyjaciółki Eufrozyny Dobrskiej!

Głośno sobie dyktuje.

„Kochana Fruzieczko! U nas ruch wielki. Staś mimo niedomagań stara się pracować nad podręcznikiem gramatyki języka ojczystego. Jestem jego oczyma i rękoma. Dyktuje, a ja piszę. Potem czytam, a on poprawki nanosi. Dużo czasu z nim spędzać muszę, a obowiązki się mnożą, bo Eryk w szkole różnie sobie radzi i pilnować bardzo go trzeba. A i Rudolf o względy zabiega. Jak tylko widzi, że z Eryczkiem siedzę, garnie się do mnie i spraw nagle wiele ma do omówienia. Dobrze choć, że mama moja, jak wiesz, to osoba energiczna i żywotna, to i dom pomaga mi prowadzić. I służby doglądnie, i rozporządzi, co należy, i o wszystkie dzieci zadba, by nakarmione były, oprane…

Przerywa pisanie, bo do pokoju wbiega Eryk z książeczką w ręku.

 

SCENA IV

Eryk

Czy można, mamusiu?

Antonina

A co tam, synku?

Eryk

Bo ja życzenia dla tatki składam i chciałbym się mamusi poradzić, czy mógłbym tatusiowi czyjś wierszyk powiedzieć.

Antonina

Cudzymi słowu cudze myśli i uczucia wypowiadasz. I choć czasami zbieżne są one z naszymi, to lepiej krócej i prościej, lecz własnymi słowy tatuńciowi złożyć życzenia z serca płynące. Czego tatusiowi chciałbyś życzyć?

Eryk

No, chyba przede wszystkim zdrowia, bo ostatni nieco niedomaga. I żeby radosny był I żeby na brak pieniążków nie narzekał. I żeby ludzie go kochali. I żeby dla nas dużo czasu miał.

Antonina

Dobrze, a za co mógłbyś mu podziękować?

Eryk

Podziękować? No, nie wiem… chyba najbardziej za to, że… cierpliwym jest dla mniei… myśleć mnie nauczył.

Antonina (z radością całuje synka i ściska)

Bogu dzięki, że syn mój dojrzewa i ziarna od plew odróżniać zaczyna.

Eryk

To ja pójdę tatuńciowi powinszować. Wychodzi.

Antonina (do siebie)

Mój Boże, ileż ja się umartwiłam, że obce dzieci bardzo korzystają z książeczek taty, z nauk w nich zawartych. A dla własnych tylko dzieci te nauki miałyby być bezkorzystne? A tu okazuje się, że „Pamiątki dla Eryczka” jałowe nie były, że syn ich wartość docenił!

 

SCENA V

Słychać głośne chóralne śpiewy.

Chór

Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam!

Jak burza wpadają Eryk z Rudolfem, krzycząc.

Rudolf

Mamusiu, mamusiu, z czterdzieścioro dzieci na ulicy przed domem stoi!

Eryk

Kwiaty mają!

Rudolf

I zielone gałązki!

Eryk

I wielką laurkę!

Rudolf

Pewnie tatuńciowi życzenia chcą składać!

Antonina

Rudziu, poproś babcię, by gości do salonu wpuściła, a ty, Eryczku, idź po tatusia i tu, do salonu go sprowadź. Ja zaś na biurku porządek zrobię, a listy później pisać skończę.

Rudolf i Eryk wychodzą, a Antonina sprząta.

 

SCENA VI

Eryk i Chałubiński prowadzą pod ręce Jachowicza ubranego odświętnie. Sadzają go w fotelu, sami zajmują miejsce na kanapie.

Antonina

Od rana, Stasiu, gości masz. Zaraz dzieci przyjdą z Domu Sierot. Już pod domem czekają, by je wpuścić.

Jachowicz

Raduje się serce, że pamiętają o mnie.

Chałubiński

A jakże pamiętać nie mają o dobroczyńcy, co ćwierć wieku był im ojcem i powiernikiem najbliższym?

Rudzio wprowadza grupkę sierot tłoczących się nieśmiało.

Jachowicz

A to niespodzianka! A co to za okazja w progi moje serdecznych przyjaciół przywiodła?

Chłopiec I

Ukochanemu panu Jachowiczowi, dobroczyńcy naszemu pragniemy życzenia urodzinowe złożyć.

Chłopiec II

Nie tylko w naszym własnym imieniu, ale w imieniu 150 wychowanków z Domu Sierot.

Dziewczynka I

W imieniu wychowanków i wychowanek z obu Domów Sierot.

Dziewczynka II

W imieniu wszystkich wychowanków, którzy kiedykolwiek w Domu Sierot mieszkali i mieszkają, bo wszyscy w osobie jubilata dzisiejszego najtroskliwszego opiekuna zawsze mieli.

Chłopiec I

Mistrzu nasz i ojcze, żyj nam jak najdłużej w zdrowiu i pomyślności!

Chłopiec II

Niech żadna troska czoła twego nie sępi!

Chłopiec I

Niech błogosławieństwo Boga opromienia twoją czcigodną głowę!

Dziewczynka I

I żeby kochany pan Jachowicz znowu chodzić mógł i nas mógł odwiedzać!

Dziewczynka II

I laurkę prosimy od nas przyjąć!

Dziewczynka I

I o tę jedną łaskę prosimy cię z pokorą, abyś przebaczając naszej śmiałości, wszystkich nas w dniu twoich urodzin sercem i duszą, jak własne dzieci, pobłogosławić raczył…

Jachowicz

A chodźcież tu, niech was uściskam! Ściska i całuje dzieci, a one oddają mu pieszczoty. Błogosławię wam z całego serca! Antonino, a poczęstuj gości łakociami. I podziękujcie wszystkim za życzenia, które, daj Boże, spełnią się wkrótce.

Dzieci wychodzą. Mijają w drzwiach Pietrusińskiego, trzymającego w ręku cztery księgi.

 

SCENA VII

Pietrusiński wita się ze wszystkimi.

Pietrusiński
A co to za dziecięca pielgrzymka minęła mnie w drzwiach?

Jachowicz

Gości miałem z Domu Sierot, w odwiedziny przyszli.

Pietrusiński

Pewnie życzenia składali. I ja dołączyć się chciałem. Sto lat życzę, Stachu drogi, w zdrowiu i otoczeniu rodziny, i przyjaciół. A tych ci, Stasiu, nigdy nie brakuje, o czym świadczą prezenty, które dziś przynoszę.

Jachowicz

Ty, Ludwiku drogi, niczym Święty Mikołaj wszystkich nas prezentami obsypujesz. A co dziś masz dla mnie?

Pietrusiński

Na początek dar od Wincentego Pola. List, a do niego załącznik - trzy tomy poezji.

Jachowicz

Eryku, weź list od pana Pola i przeczytaj, co poeta donosi.

Eryk(czyta)

„Drogi Panie Stanisławie, właśnie wydano w Wiedniu trzy tomy poezji mojej i przesyłam Ci je z niskim ukłonem i czcią wielką dla Ciebie za dzieło Twoje, wierny opiekunie polskich dziatek. Stu lat Ci życzę i by Twa lutnia cięta jak z Bożego krzewu nigdy grać nie przestała.” Musi tatkę pan Pol bardzo szanować, skoro taki dar przesyła.

Pietrusiński

Nie tylko Wincenty Pol dla taty twego ma poważanie, lecz liczne grono przyjaciół, osób znanych i nieznanych, mniej lub bardziej wybitnych dary ojcu twemu przysłało. Oto one – „Wieniec” - na razie w rękopisie - uwity z utworów wierszem i prozą pisanych. Tu 31 osób się zebrało, ale utwory wciąż napływają, więc kolejne tomy wkrótce opracujemy i wydamy.

Rudolf

Cóż to ten wieniec?

Antonina

Wuj Ludwik, chcąc uczyć 61 rocznicę urodzin tatusia, zainicjował wydawnictwo.

Pietrusiński

Z którego dochód w całości ma przypaść czcigodnemu jubilatowi.(Ukłon w stron Jachowicza.)

Antonina (do Chałubińskiego)

Ale w tym wypadku nie tyle strona finansowa jest najważniejsza, co moralna.

Pietrusiński

Na mój apel bardzo szybko zaczęły napływać materiały do wydawnictwa, które otrzymało nazwę „Wieniec”, bo uwieńczyć zasługi waszego drogiego ojca, położone w ciągu jego znojnego życia na wszystkich polach działalności, jakiej się podejmował.

Chałubiński

A skąd te utwory spływały?

Pietrusiński

No cóż, okazało się, że nasz skromny Staś znany jest i wielbiony w całym kraju, że jego książki przedostały się za granice zaborów i stały się ulubioną lekturą wszystkich dzieci polskich. Okazało się też, że w „Bajki i powiastki” odtarły do Polaków osiadłych na obczyźnie. Przychodziły więc do redakcji „Wieńca” prace ze Śląska, Litwy, Galicji, Wołynia, Podola, ale także z Paryża, Genewy, Londynu, Wenecji, Rzymu, Petersburga... (podchodzi do wiszącej na ścianie mapy i pokazuje)

Eryk

Naprawdę z tak odległych okolic do tatki przysłano utwory?

Pietrusiński

Jak nie wierzysz, Eryku, to sprawdź, bo oto rękopis „Wieńca”.

Eryk (przegląda uważnie, po chwili z entuzjazmem)

Tatku, wuj Ludwik ma rację!

Antonina(także uważnie przegląda rękopis)

Są tu teksty hrabiego Skarbka i Zamojskiego, poetów: Norwida, Odyńca i Garczyńskiego, pisarek: Deotymy i Żmijewskiej, komediopisarza Fredry i naszego przyjaciela Kraszewskiego, i wielu innych ważnych osób. Są wiersze i poematy, są utwory pisane prozą, prace naukowe i publicystyczne.

Pietrusiński

Tak, ale nie brak też wypowiedzi zwykłych ludzi, wielbicieli waszego taty. (Zwraca się do chłopców.) Nie brak też, Stachu, peanów na twoją cześć. Posłuchaj, jednego z nich. Czytaj, Rudziu, głośno.

Rudolf

„Jeszcze jeden listeczek! Listeczek ten mały,

Przyjm, ulubiony piewco, do wieńca twej chwały.

Prawda, listek ubogi, bez barwy, bez woni,

ależ go tam niejeden kwiat piękny osłoni.

Jam go też na swych piersiach tak troskliwie nosił,

Własnem czuciem ożywiał, łzą przyjaźni rosił,

Abym ci go wraz z sercem dziś złożyć w ofierze:

Wszakże go weźmiesz mile, jak go daję szczerze!”

Antonina

A Józef Ignacy Kraszewski, nasz przyjaciel, poemat swój kończy czterowierszem:

„Niechaj i mój głos cichy w tym ozwie się chorze,

Bajarzu stary... przyjmij, na co piersi stało.

Przeżyłeś dnia znojnego i trudy, i burze,

Używaj dnia spoczynku z spokojem i chwałą.”

Chałubiński

I racja, panie Stanisławie, w życiu człowieka jest czas siewu i zbioru. Ty przeżywasz czas zbioru, bo siewcą byłeś sztandarowym i czasu nie marnowałeś.

Pietrusiński

Ale wśród samych peanów, wierszy pochwalnych znalazł się także jeden głos krytyczny. Doktor Jan Kulesza gani Stasia, że nie pamiętał o swoim zdrowiu, że zapomniał o niewzruszonej zasadzie, że wypoczynek po pracy jest równie potrzebny i konieczny jak praca. „Praca i praca! A nigdy wypoczynku, żadnego wytchnienia, by i jednego momentu nie zmarnować, by jednej chwili życia nie uronić.” A skutek tego żałosny widzimy: osłabienie i choroba...

Antonina

I co ty, Stasiu, na to?

Jachowicz (bierze za rękę Pietrusińskiego i ściska)

Wzruszenie głos mi zabiera. Dziękuję ci, kochany Ludwiku, za wszystkie twe starania i zabiegi. I niech ci Bóg za to hojnie wynagrodzi, bo ja nie umiem i nie jestem w stanie. A „Wieniec” niech będzie pomnikiem epoki, w której żyć nam przyszło. Mnie już życia niedługo zostało i niczego nie żałuję tak, jak tego, że już niedługo mogę być użyteczny.

Chałubiński

W Dniu Urodzin o śmierci mówić nie wypada i nie wolno!

Antonina (zwracając się do męża, gładząc go po twarzy)

Wiosna sił dodaje, zobaczysz, że wkrótce poczujesz się silniejszy i z nadzieją spojrzysz w przyszłość.

Chałubiński

A latem na kurację do Ciechocinka pan Stanisław się wybierze, aby sił nabrać...

Pietrusiński

Bo, Stachu, musimy jeszcze razem na Babią Górę ruszyć!

 

SCENA VIII

Wchodzi służąca.

Służąca

Jaśnie pani, właśnie posłaniec jakąś wielgachną pakę przyniósł. Wprowadzić?

Antonina

Pakę? Jaką pakę? Dobrze, każ wnieść.

Posłaniec

Paczka dla pana Stanisława Jachowicza.

Antonina

A skąd?

Posłaniec

Ja tam nie wiem. Kazali, to przyniosłem.

Antonina

Bóg zapłać, dobry człowieku!

Posłaniec wychodzi.

Służąca

Rozpakować?

Antonina

Rozpakować. Chłopcy, pomożecie?

Eryk

Cóż to? Mydło? Świece?

Rudolf

Ależ dużo mydła.

Eryk

Nie ruszaj!

Rudolf

Co nie ruszaj?! To ty zostaw!

Eryk

Puszczaj!

Chłopcy się szamocą.

Jachowicz (do synów)

Żyjcie, dzieci, zgodnie z sobą,

Bo zgoda najpiękniejszą rodziny ozdobą!

Szanujcie te lube związki,

Wy kwiaty jednej gałązki,

Wszak codziennie widzicie,

Jak dwie rodzone siostry zgodne wiodą życie,

Z Ręką prawą Ręka lewa,

Jedna na drugą nigdy się nie gniewa.

Jedna dla drugiej uprzejma i szczera,

Jedna drugą wiecznie wspiera!

Eryk i Rudolf (zawstydzeni)

Jachowicz

Podajcie mi tę przesyłkę.

Dotyka kostek mydła, zdenerwowany.

Mydło? To chyba żart jakiś!

Chałubiński (podchodzi do paczki i wyciąga z niej karteczkę)

Faktycznie mydło, ale żart niekoniecznie złośliwy. Czyta.

„Stanisławowi Jachowiczowi mydlarz Schlabitz z miasta Łęczycy

Przesyła w Dzień Urodzin zapasik mydła i świecy.

Czuje to bowiem z przekonania szczerze,

Że ten najlepiej wychodzi, co najwięcej bierze.”

Jachowicz

I cóż to znaczyć może?

Eryk

A może, tatku, to aluzja do twojej bajeczki o Stasiu? Recytuje.

„Staś na sukni zrobił plamę,

Płacze i przeprasza mamę.

Korzystając z chwili mama

Rzecze.”

Antonina

„Na sukni wypierze się plama,

Ale strzeż się, moje dziecię,

Brzydkim czynem splamić życie,

Bo ci, Stasiu, mówię szczerze,

Ta się plama nie wypierze!”

Jachowicz (ze śmiechem)

A to ciekawe!

Pietrusiński

Myślę, że dar ten, z dobrego serca płynący, tak objaśnić należy:

Niechaj ten, który światło siał przez lat czterdzieści (ukłon w stronę jubilata),

Zamiast iluminacji, dziś świece odbierze;

A mydło niech przypomni bajeczkę tej treści:

Że nie każda na świecie plama się wypierze!

Antonina (z radością)

Oj, tak, oj, tak! Ty, Ludwiku, wszystko potrafisz właściwie objaśnić! Zebrani klaszczą w ręce, po chwili Antonina wstaje. A teraz zapraszam wszystkich do stołu, czas podać świąteczny obiad. Żeby żyć, trzeba jeść! A zwłaszcza w dniu tak dla nas uroczystym i szczęśliwym, prawda, Stasiu?

Jachowicz (całując żonę w rękę)

Dawniej bym ziemię oddał

za serce Antosi,

A dzisiaj ją nad świat cały

me serce podnosi!

Kurtyna

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ogłoszenia

DLA UCZNIÓW KL. 3

Elektroniczna rekrutacja

logowanie


NOWE kierunki kształcenia

w ZSP1 Tarnobrzeg

kliknij

Ważne

W Polsce obowiązującymi numerami

do służb ratunkowych są:

997  Policja

998  Straż Pożarna

999  Pogotowie Ratunkowe

112  kom. telefon alarmowy

601 100 300  GOPR

(33) 985  GOPR

601 100 100 WOPR

Biblioteka proponuje

 

Nowe filmy edukacyjne

Biblioteka szkolna wzbogaciła swoje zbiory audiowizualne o kolejne filmy edukacyjne z serii: Uwaga życie! Filmy Wydawnictwa WAM – Studio Inigo: „Patriotyzm : czy to trudne?”, „Kultura osobista”, „Kolekcjonerzy mocnych wrażeń”, „Tożsamość w Internecie”, pokazują problemy współczesnego świata. Są doskonałą pomocą dydaktyczną, ale stanowią również interesujący materiał dla indywidualnych odbiorców, poszukujących odpowiedzi na nurtujące problemy codziennego życia.


 

Gościmy

Odwiedza nas 59 gości oraz 0 użytkowników.

Kącik Unicef