Zakładki

BIP

 

MARIA PAŁKUS

 

Bajki pana Jachowicza

 

(montaż bajek i powiastek)

Tarnobrzeg 2007

 

Osoby:

Pan Jachowicz

Tato

Matka

Babcia

Dziadziuś

Sabinka

Franusia

Emilka

Wicunia

Staś

Karolek

Słońce

Pokój w mieszkaniu wielopokoleniowej rodziny. Na ścianie wisi obraz Matki Boskiej, nieco dalej portrety rodzinne. Zegar. Z lewej strony w głębi szafka z książkami, z przodu biureczko, przy którym siedzi Franusia i pochylona pisze w zeszycie. Podchodzi do niej Sabinka, która obserwuje jej poczynania. Z boku na kanapie siedzi Rózia i robi na drutach. Pod stołem Staś bawi się na podłodze klockami.Z prawej strony bujany fotel.

Sabinka

Co ty robisz, Franusiu?

Franusia

Rozbiór gramatyczny.

Wchodzi pan Jachowicz i obserwuje zachowanie dziewczynek.

Sabinka

O, będzie śliczny!

Papier nierówny i źle złożony.

Plamy z tej i z drugiej strony.

I głoski niewyraźne stoją jak laseczki;

Nigdzie kropki ni kreseczki.

Tu znowu krzywo, nieuwaga wszędzie.

O, pięknie będzie!

 

Franusia

 

I cóż tu począć? Ej, pokręć no głową!

Sabinka

Jeszcze poradzić można:

Wszystko przerobić na nowo;

Nie żałować pracy i pisać z ostrożna.

 

Pan Jachowicz

Dobra Sabinka na tym nie skończyła:

Wszystko sama przyrządziła,

Siadła przy Frani i jak ochmistrzyni

Nad każdą głoską spostrzeżenia czyni.

Sabinka

Ta nadto wysunięta, ta trochę pochyła,

Ta się niedobrze z drugą połączyła.

A zaokrąglaj, u zostaw otwarte,

Głoski, gdy niewyraźne, to niewiele warte.

Ja ci nic nie powiadam, bo mi się nie godzi,

Ale uważaj… pozór czasem zwodzi…

Co piszesz?... Lecz pisz sobie, miałaś wykładane;

Ja na tym tylko przestanę.

Emilko! Wszakże tyle mogłam jej powiedzieć?

 

Emilka

Mnie się zdaje, że cicho trzeba było siedzieć;

Niech sama pisze… ale już się stało,

Przyznać się trzeba tylko, że się powiedziało.

 

Pan Jachowicz(podchodzi do dziewczynek)

 

Przychodzi nauczyciel, sprawa się wytacza.

Nie tylko pomoc taką Sabince przebacza;

Lecz jeszcze z rozrzewnieniem te słowa przemawia:

„Twoje postępowanie rozkosz sercu sprawia,

To miłość bliźnich dobrze zrozumiana:

Pomnij na przyszłość, dziecino kochana,

Że te nam chwile wspominać najmilej,

Któreśmy dobru bliźnich poświęcili.”

 

Dziewczynki z radością podbiegają do pana Jachowicza. On je przygarnia. Podchodzą do kanapy. Gość siada, dziewczynki przy nim.

 

Dziewczynki

Niech pan jeszcze coś opowie. Niech pan opowie.

 

Pan Jachowicz

Powiem wam bajkę, słuchajcie, dziateczki,

Lecz korzystajcie z bajeczki:

Był gaik, a w gaiku różne, różne ptaszki;

Ale ich same tylko zajmowały fraszki.

Kiedy bocian poważne opowiada dzieje,

To jedno muchy łapie, a drugie się śmieje;

Gdy jaskółka miłości bliźniego naucza,

Jedno drugiemu dokucza.

Śpiewał słowik, uwagi żadne nie zwracało:

Ale cóż się dalej stało?

Wszędzie dowody marnej czasu straty,

Tak dziś żyją w ciemnocie, jak żyły przed laty:

Wróbel myśleć nie umie, sroczka tylko skrzeczy

Albo jeśli zagada, to mówi od rzeczy;

Szczygieł, zamiast pracować, cudzą pracę zjada

I w sidełka za to wpada;

Czyżyk jeszcze dotychczas jak słowik nie śpiewa:

Bo pracą, usilnością talent się nabywa.

Kończyłem… a wtem dzieci na siebie spojrzały.

 

Dzieci

Z nas to podobno (…) wzięto te morały?

Wchodzi mama i siada na kanapie.

Pan Jachowicz

Za piękny czyn już w własnym sercu jest zapłata.

Wicunia na ulicy znalazła dukata.

 

Wicunia(wybiega na środek pokoju, schyla się, podnosi pieniążek)

 

Ach, jakże też jak żyję…

Pan Jachowicz

Rzecze Wikcia mała.

Wicunia

Nigdym, nigdym takiego grosza nie widziała.

Pan Jachowicz

Biegnie czym prędzej do domu,

By go pokazać komu.

 

Wicunia(zbliża się do mamy)

 

Matulu, (…) co to za pieniążek?

Dostanę za niego wstążek?

Wszak to już mój, nieprawdaż? Któż mi go zaprzeczy?

Co ja będę miała za to pięknych rzeczy!

 

Matka

Córko,(…) to pieniądz ze złota:

Drogi, lecz droższa uczciwość i cnota.

Cieszysz się, a kto zgubił, może łzy wylewa

I po twym się serduszku oddania spodziewa.

 

Pan Jachowicz

 

Napomnień dobrej mamy Wicia usłuchała:

Znalazła właściciela i zgubę oddała.

 

Wicia oddaje pieniądz jednej z sióstr, która jej dziękuje.

Słychać głośne bicie zegara.

Tato (wchodzi)

Uderza godzina.

Staś

I cóż ten głos znaczy?

Pan Jachowicz

Pytało się dziecko, a matka tłumaczy.

Matka

Dziś jeszcze zrozumieć twój umysł nie zdoła,

Jak całość stanowią te kółka i koła,

Jak człowiek cudownie potrafił czas zmierzyć,

Jak zdziałał, że dzwonek wie, kiedy uderzyć.

Lecz będziesz róść, dziecię, a zegar powoli

Bić będzie godziny. Nieznacznie czas minie,

Bóg matce szczęśliwej doczekać pozwoli,

Jak się twój umysł rozwinie. (…)

Z wybiciem godziny czas drogi ucieka,

A potem Bóg spyta każdego człowieka:

Jak przeżył wiek cały, jak wszystkich sił użył,

Czy z czasu korzystał i na co zasłużył?

Pan Jachowicz

Czasem dobrze życzących nie lubimy ludzi.

Raniutko wstało słońce i Karolka budzi.

 

Do śpiącego z boku Karolka podchodzi ubrana na żółto dziewczynka.

Karol(oburzony)

Ale dajże mi pokój! (…)

Słońce

O, nie! (…) Wstawaj, mój kochany!

Karol

Tylko się chwilkę zdrzemnę, bo to bardzo miło!

Słońce

Przezwyciężyć lenistwo milej by ci było!

Karol(złoszcząc się)

Ach, jakieś uprzykrzone!

Pan Jachowicz

A słońce się śmiało

I w oczy mu zaglądało.

Rad nierad musiał wstawać… Ale cóż za zmiana!

 

Chłopiec wychodzi do znajdującego się poniżej ogródka kwiatowego.

 

Biegnie zaraz chłopczyna do ogródka z rana.

Ogródek miłą wonią napełniony cały:

Tu się kwiatki krzewiły, tam ptaszki śpiewały,

Tu rosą pokrzepione zielenią się drzewa,

Łagodny wietrzyk powiewa.

Chłopczyk, jakby na nowo na świat się urodził,

Z nieznanym dotąd uczuciem po ogródku chodził,

Mile wspominał słońce śród tylu słodyczy

I rzekł.

Karol

Teraz poznaję, kto mi dobrze życzy.

Staś bierze ze stołu szklankę i niechcący oblewa suknię mamy. Przestraszony zaczyna płakać.

Pan Jachowicz

Staś na sukni zrobił plamę;

Płacze i przeprasza mamę.

Korzystając z chwili, mama rzecze.

 

Matka

Na sukni wypierze się plama.

Ale strzeż się, moje dziecię,

Brzydkim czynem splamić życie,

Bo ci, Stasiu, mówię szczerze,

Ta się plama nie wypierze.

Rózia, robiąc na drutach, niechcąco się kłuje i zaczyna trzeć oczka.

 

Pan Jachowicz

Raz, kiedy Rózia zapłakaną była,

Mama zwierciadło przed nią postawiła.

 

Matka

Patrz no, (…) ta dziewczynka,

U której tak krzywa minka,

Co jej oczka łezka słoni

I wesoło spojrzeć broni,

Co twarzyczkę ma nabrzmiałą,

W plamkach całą,

U której na czole chmurka,

To jest Rózia, moja córka.

Pamiętaj dobrze, coś teraz widziała.

 

Rózia obraca się wokoło, tańczy radosna.

Pan Jachowicz

Potem o zwierciadełku Rózia zapomniała.

Była grzeczna, uprzejma, wesoła,

Chmurka ustąpiła z czoła,

Śliczny błysnął rumieniec na twarzyczce białej,

Oczy jak gwiazdki błyszczały.

Znowu do tego szkiełka prowadzi ją mama.

 

Matka

Widziałaś tu dziewczynkę, patrz, czy to ta sama?

Dziewczynka przygląda się w lustereczku, przeciera oczka z niedowierzaniem. Patrzy zdziwiona na mamę.

Pan Jachowicz

Rózia swym oczom wierzyć nie może.

 

Rózia

Jak się to szkiełko zmieniło, mój Boże!

Pan Jachowicz

Uśmiechnęła się matka.

Matka(głaszcząc dziewczynkę po główce)

Nie, Róziu kochana,

W tobie, ale nie w szkiełku nastąpiła zmiana.

Gdy Rózia będzie grzeczna, łagodna, wesoła,

Gdy się tem nie przyozdobi,

Szkiełko piękniejszą nie zrobi.

 

Wchodzi Karolek z jabłuszkiem i nożykiem w ręku.

Pan Jachowicz

Karolek miał śliczne jabłuszko czerwone,

Pieści się z nim, na każdą obraca je stronę

I rzecze.

Karolek

Szkoda by cię zgładzić z tego świata,

A przy tym trzeba by dać połowę dla brata.

Nie, nie, ja ciebie nie ruszę;

Cały rok cię chować muszę.

A potem… nie i potem.

 

Pan Jachowicz

Rzecze mały sknerka

I schował je do kuferka.

Po chwili chłopiec zagląda do kuferka.

Karolek

Cóż się stało? Jabłko zgniło…

Pan Jachowicz

Jakże mu żal wtedy było!

Matka

Mała dziecina łakoma i chciwa,

Jak to często w świecie bywa,

Nigdy na tym nie przestała,

Co mama dała.

Były dwa jabłka, trzeciego żąda;

Były trzy gruszki, za czwartą spogląda;

Dano cukierków, to zawsze za mało;

Dano pierniczek, dziecię ciastko chciało.

Raz mu w dzbanuszek wsypano orzechy.

Ach, co to było uciechy!

 

Wchodzi dziadziuś z babcią. Siadają.

Babcia

Dziecina rączkę w wąską szyję wkłada

I wszystkie by zabrać rada.

Dziadziuś(zwracając się do wnuczki)

Emilciu, twa imienniczka

Napierała się pierniczka.

Myślisz, Emilciu, że jej mama dała?

 

Emilka kiwa potakująco głową.

Nie! A dlaczego? Bo się napierała!

Babcia (siedząc w bujanym fotelu)

Jednego razu pszczółka na kwiatku siedziała.

Hej! Wiecie, rzekła, chociażem tak mała,

Ja się do szczęścia ubogich przyczynię;

Dotąd dla siebie zbierałam jedynie,

Na przyszłość co dzień po trochu odłożę;

A dobrym chęciom Pan Bóg dopomoże.

I tak się stało:

Miodku się dużo dla biednych zebrało,

A pszczółeczka dobra, miła,

Tej nas prawdy nauczyła:

Że przy pięknych uczuciach dość na silnej woli,

Aby nieść pomoc bliźniemu w niedoli.

 

Tato (prowadząc dzieci do ogródka)

Widzicie, dziecinki, te śliczne roślinki?

Na prawo, na lewo, tu kwiatek, tu drzewo.

I z czegóż te drzewa, i z czegóż te kwiatki?

Z maleńkiego ziarnka, ukochane dziatki.

Gdy Bóg błogosławi, ziarnko się rozwinie,

Gdy łaskę odsunie, to ziarneczko zginie.

Proścież go, dziateczki, z pobożnymi łzami:

By się Bóg łaskawy opiekował wami.

 

Sabinka (oglądając roślinki)

Ach, jakżem ja szczęśliwa!

Rzuciłam ziarnko w ziemię, już z niego roślinka!

Takie listeczki!... Tam dalej… kwiatki,

Tu groch cukrowy, tu trochę sałatki.

To wszystko moje, wszystkom ja sadziła.

O, mieć ogródek to bardzo rzecz miła!

 

Tato

A na to tatuś odpowie Sabince:

Myślisz, że szczęście w ogródku, w roślince?

To szczęście w tobie, masz go wszędzie z sobą,

Bo cnota, czucie i rozwaga z tobą!

 

Staś zrywa listek i rzuca na ziemię.

Pan Jachowicz(zbliża się do dzieci)

Wziął Staś listek w rękę i na ziemię rzucił.

Podnosi listek z ziemi.

Listek nieboraczek bardzo się zasmucił.

„Ty mną gardzisz, powiedział, o! gardzić nie trzeba,

Ja tak jak ty, kochanku, mam początek z nieba;

Ja na tej pięknej ziemi razem z tobą żyję;

Jestem młody, wesoły, boską rosę piję;

Przyjdzie czas, to zwiędnieje i ty legniesz w grobie:

Cóż? Nieprawdaż, paniczu, podobniśmy sobie?”

Zdjął chłopczyk listek z ziemi, podumał troszeczkę.

 

Staś(biorąc listek z rąk pana Jachowicza)

Prawdę mówisz. (…) Schowam cię w książeczkę.

A jeśli o tym kiedy znów zapomnę może.

To mi, listku, przypomnij, gdy książkę otworzę.

Franusia

Z kwiatka na kwiatek przelatał motylek,

Cieszył się życiem, co trwa kilka chwilek.

Różane gaje rozkosznie przebywał,

Przy blasku słońca po powietrzu pływał.

W koło rozlicznymi pieścił się widoki,

Z kwiatków słodkie czerpał soki,

Ledwie na chwilę odpoczął śród cieni,

Znowu igrał wesoło w rozległej przestrzeni,

A czas nieznacznie, jak płynął, tak płynął.

Nareszcie motylek zginął.

 

Pan Jachowicz

Nie jest to obraz człowieka,

Co go wdziękiem szczęście mami?

Płyną lata za latami,

A na koniec śmierć go czeka.

 

Wszyscy wracają do kanapy.

Karolek ( głaszcząc dziadunia po twarzy)

Powiedz mi, dziaduniu, jak to się zrobiło.

Że ci coś jak śniegiem włoski oprószyło?

Już śniegi i lody na dworze stopniały

I słońce dogrzewa, a włosek twój biały.

Dziadziuś

Dziecino kochana! (…)

Starością posiwiał mój włosek na głowie.

Żyjemy, rośniemy jak na polu kłoski,

Dojrzeją, zżółknieją, nam zbieleją włoski.

A kto włosy ma takie, żył długo na świecie.

Szanujże go, lube dziecię!

I pozostań przed nim, choć biedny, w niedoli,

A Bóg ci siwych włosków doczekać pozwoli.

 

Babcia

Nadęta siedząc szyszka na wyniosłej sośnie,

Drwiła sobie raz z grzyba, że tak nisko rośnie.

Wiatr wionął, szyszka spadła i rzekła w pokorze:

„Czym kto wyżej wzniesiony, łatwiej upaść może.”

 

Dziadziuś

Gdy nas losu igrzysko zrobiło wielkimi,

Nie gardźmy biednym grzybem, rosnącym przy ziemi.

 

Babcia

Dobry przykład jest lepszy niż napomnień krocie!

Emilka przy szlachetnej uczuć swych prostocie,

W całym blasku chlubnymi przymioty jaśniała;

A dlaczego?Bo piękny przykład wkoło miała.

Słuchajcie, jak jej mama raz z nią postąpiła:

Emilka szła na wieczór. Tak się wystroiła,

Jak gdyby na bal wielki! Nic nie mówi mama,

Lecz bardzo skromnie ubiera się sama.

Nie trzeba było więcej! Domyślna dziecina

Odmienia strój, czym prędzej błyskotki odpina.

I za chwilkę

Skromnie ubraną ujrzano Emilkę.

Tym sposobem Emilka serce ukształcała,

Nie lękała się groźby, kary nie czekała,

Każdy za wzór wystawiał tę dziecinę lubą,

Była płci swej zaletą i rodziny chlubą.

 

Emilka

Czemu to, czemu, mamusiu kochana,

Usteczkom uśmiech, a łza oczkom dana?

Powiedz, bo twoja wszystko wie główka!

 

Matka

Uśmiech, by ostre łagodził słówka,

A łezka na to w oku się mieści,

By swe i cudze zmniejszać boleści!

 

Dziadziuś

 

Na stoliku lampa stała,

Uczonemu przyświecała.

Patrzaj, mówiła smutnie, jakem nieszczęśliwa:

Gdy innym niosę pomoc, mnie życia ubywa.

Pociesz się, rzekł uczony, tą myślą wspaniałą:

Żeś żyła użytecznie i umierasz z chwałą.

 

Tato

Raz na podwórzu stanęły dwa pługi:

Jeden długo spoczywał, z pracy wrócił drugi.

„Przyjacielu, rzekł pierwszy, nie rozumiem wcale,

Czemu ja tak przyćmiony, ty błyszczysz wspaniale;

Wszak z jednegośmy kruszcu, przecież nie jednacy.

Skądżeś ty nabył blasku?” – Czy chcesz wiedzieć? Z pracy!

 

Pan Jachowicz

Ze wszystkich stron pochwały odbierając liczne,

Chwaliła się Franusia, że ma rączki śliczne.

Jakoż istotnie były i śliczne, i białe.

Chciała więc i ode mnie odebrać pochwałę,

Ale ja, co szczerością zaufanie płacę,

Rzekłem: „ Te najpiękniejsze, na których znać pracę.”

 

Tato

Żyjcie, dzieci, zgodnie z sobą,

Bo zgoda najpiękniejszą rodziny ozdobą.

Szanujcie te lube związki,

Wy – kwiat jednej gałązki!

Wszakże codziennie widzicie,

Jak dwie rodzone siostry zgodne wiodą życie:

Z ręką prawą ręka lewa.

Jedna na drugą nigdy się nie gniewa,

Jedna dla drugiej uprzejma i szczera,

Jedna drugą wiernie wspiera.

A chociaż czasem jedna z nich leniwa,

Druga jej bez mruczenia na pomoc przybywa.

Ale też za to jak piękna nagroda!

Ta śliczna zgoda

Obydwom niesie korzyści wzajemne:

Wiodą życie przyjemne.

Żadna się z nich zbyteczną pracą nie obarcza,

Jedna i druga ciału posiłku dostarcza.

A stąd obiedwie czerstwe mają siły.

Oby to tak rodzeństwa wszystkie z sobą żyły!

 

KONIEC

Ogłoszenia

DLA UCZNIÓW KL. 3

Elektroniczna rekrutacja

logowanie


NOWE kierunki kształcenia

w ZSP1 Tarnobrzeg

kliknij

Ważne

W Polsce obowiązującymi numerami

do służb ratunkowych są:

997  Policja

998  Straż Pożarna

999  Pogotowie Ratunkowe

112  kom. telefon alarmowy

601 100 300  GOPR

(33) 985  GOPR

601 100 100 WOPR

Biblioteka proponuje

 

Nowe filmy edukacyjne

Biblioteka szkolna wzbogaciła swoje zbiory audiowizualne o kolejne filmy edukacyjne z serii: Uwaga życie! Filmy Wydawnictwa WAM – Studio Inigo: „Patriotyzm : czy to trudne?”, „Kultura osobista”, „Kolekcjonerzy mocnych wrażeń”, „Tożsamość w Internecie”, pokazują problemy współczesnego świata. Są doskonałą pomocą dydaktyczną, ale stanowią również interesujący materiał dla indywidualnych odbiorców, poszukujących odpowiedzi na nurtujące problemy codziennego życia.


 

Gościmy

Odwiedza nas 113 gości oraz 0 użytkowników.

Kącik Unicef